Witam po dosyc dlugiej przerwie.Jak zwykle dzieje sie u mnie dosyc duzo i caly czas cos dzialam.Bedzie wiec dzisiaj duzo pisania i fotek.
Zaczne wiec od moich kolorowych koronek szydelkowych.
Tak jak pisalam ostatnio wzielo mnie na szydelko.i na razie nie odpuszcza.Plany mam bardzo szerokiei sama jestem ciekawa ,do ktorego momentu nie zabraknie mi zapalu.Na razie wszystko idzie zgodnie z planem.Skonczylam wlasnie zielona slicznotke.Serweta spelnila moje wszelkie oczekiwania.Kiedy ja zobaczylam w jakiejs starej gazecie nie potrafilam juz myslec o czym innym.Miala dosyc skomplikowany schemat.Studiowalam go caly wieczor i do dziela.Kilka razy prulam .
Serwetka sklada sie jakby z kilku czesci i tam jest caly klopot.Teraz po zrobieniu jej wydaje sie to bajecznie proste.Dodam ,ze nie jestem jakas zaawansowana w szydelku i jestem totalnym samoukiem.Z czase jednak mozna sie troszke nauczyc.
Duzo czasu zajelo mi naciagniecie i zblokowanie jej.Po zrobieniu serwetka cala falowala i nie miala dostatecznego ksztaltu.Caly efekt uzyskalam po kilku godzinach formowania.Palce mam cale poklute od szpilek,ale jestem zadowolona z efektu.
Kolejna bedzie w soczystym pomaranczowym kolorze.Mysle ze wzor ktory wybralam pasuje do tego koloru .Jeszcze 2/3pracy do konca.Robi sie ja jednak znaczie latwiej i szybciej niz ta zielona.
Musze sie spieszyc ,bo w kolejce czeka jeszcze kilka nowych pomyslow szydelkowych.
Herbaciarka wreszcie doczekala sie ramy i oprawy.Pan ,ktory ja oprawial stanal na wysokosci zadania.Haft byl duzy ,wiec bylo ryzyko ,ze gdzies wyjdzie krzywo.Tym razem caly haft zostal naciagniety na drewniana rame ,jak obrazy olejne.Dzieki temu trzyma sie stabilnie i jest idealnie prosty.
Przyznam ,ze nie mialam latwego wyboru co do ramy.Obraz jest duzy wiec i rama musiala byc dosyc okazala.Po oprawieniu kamien spadl mi z serca ,bo wyszlo tak jak sobie wymyslilam.Teraz juz tylko pozostalo mi powiesic ja na scianie.
Sobotnia wizyta na klamociarni zaowocowala kolejnymi elementami porcelany V&;B.Tym razem upolowalam szesc bulionowek.Dlugo ich szukalam i juz stracilam nadzieje ,ze uda mi sie takie spotkac za odpowiednia cene.Pomalu moge juz powiedziec ,ze mam prawie wszystkie potrzebne elementy ,aby pieknie nakryc do obiadu.Brakuje mi jeszcze wielu rzeczy -wazy ,polmiskow.W takim zbieractwie potrzebna jest jednak cierpliwosc.U mnie trwa to juz dwa lata.
Lato to ten okres kiedy prawie nie wychodze z kuchni.Ogrodek obrodzil wiec obowiazki trzymaja mnie przy garach.Musze teraz pozamykac w buteleczki i sloiki to co uroslo.
Pierwszy obrodzil bujnie szpinak.
Majac go pod dostatkiem poprobowalam zrobic roladke z jego lisci z serkiem i lososiem.
Na pierwszy rzut oka wydawalo mi sie to dosyc pracochlonne i balam sie jaki bedzie efekt koncowy.
Rolada wyszla dokladnie jak w przepisie i bardzo szybko zniknela z polmiska.Polecam na gorace dni .Pycha.
W karafki zamknelam naleweczke z mlodych pedow sosny.Pachnie lasem i ma piekny zloty kolor.Teraz musi nabrac mocy prawnej.
A tutaj soczki przeciery kompoty,itp itd.Tak juz bedzie u mnie do jesieni.
Zima to sama przyjemnosc siegnac po cos takiego.
Dziekuje serdecznie za odwiedziny i wytrwalosc przy tak dlugim poscie.nastepny obiecuje bedzie szybciej i krotszy.Pozdrawiam serdecznie i zycze duzo slonca i letniego wypoczynku.
poniedziałek, 16 lipca 2012
niedziela, 1 lipca 2012
Szydelkowe koronki-magia kolorow i wzorow
Upal daje sie dzisiaj wszystkim we znaki.Jednak mamy wreszcie lato ,wiec nalezy sie cieszyc z tych pieknych dni.Wszystko kipi pieknymi kolorami .Po porannym pobycie w ogrodzie ,wrocilam do domu i zaczelam szukac kolorowych nici do prac szydelkowych. .Bialy kolor w pracach szydelkowych jest piekny ,ale ja mam ochote na troszke koloru.Poszperalam wiec w gazetkah i wybralam wzory ,ktore juz od dawna nie dawaly mi spokoju.
Caly miesiac spedze na pewno dosyc duzo czasu w kuchni .Mam w planie pochowac troszke letnich darow natury do sloiczkow.Nie bede wiec miala za duzo czasu na wieksze prace.Szydelko jest w tym momencie idealne,nie zajmuje duzo miejsca i zawsze mozna po nie siegnac nie rozkladajac zbyt wiele rzeczy.Skoncze tez moj wielki obrus ,ktory dlubie od kilku miesiecy.Tak na prawde to bardzo stesknilam sie za szydelkiem ,wiec do dziela .
Juz nie moge sie doczekac serwetki w tym kolorze.Kiedy wreszcie natknelam sie na te nici zaraz wiedzialam jaka serwetka z nich powstanie.Bedzie dosyc duza ,ale mam nadzieje ,ze jak nabiore rozpedu to jeszcze tego lata bedzie goscic na moim stole.
Rozowa musi byc obowiazkowo.Ten delikatny roz idealnie pasuje do mojej odnowionej zima jadalni.
Wielki azurowy obrus mecze juz kilka miesiecy.Efekt juz powoli jakis widac.Kazdy element robie oddzielnie i na koncowym okregu lacze.Juz teraz widac ,ze obrus wart jest wysilku.Kiedy zaczynalam szydelkowac ten obrus nie wierzylam ,ze dotrwam do konca.Teraz juz w to wierze.
Ta serwete zaczelam robic pod urokiem jednej chwili.Przegladajac gazety wpadla mi w oko i tak juz zostala.Roboty przy niej bedzie strasznie duzo.Na razie robie raby sciegiem filetowym.srodek i narozniki wypelnione beda malutkimi kwiatkami osobno laczonymi.Na razie optymizm mnie nie opuszcza .nie wiem na jak dlugo.
A z tego bedzie zielona serweta.Jeszcze jej nie ma a juz ma swoje przeznaczenie.
Tym oto sposobem caly lipiec juz sobie pieknie zagospodarowalam.Na razie nie planuje zadnych wyjazdow wakacyjnych.Bede szydelkowac ,robic zaprawy i pozostawac pod urokiem lata.
Zycze wam pieknych i kolorowych wakacji.takich jak te moje szydelkowe koronki.
Caly miesiac spedze na pewno dosyc duzo czasu w kuchni .Mam w planie pochowac troszke letnich darow natury do sloiczkow.Nie bede wiec miala za duzo czasu na wieksze prace.Szydelko jest w tym momencie idealne,nie zajmuje duzo miejsca i zawsze mozna po nie siegnac nie rozkladajac zbyt wiele rzeczy.Skoncze tez moj wielki obrus ,ktory dlubie od kilku miesiecy.Tak na prawde to bardzo stesknilam sie za szydelkiem ,wiec do dziela .
Juz nie moge sie doczekac serwetki w tym kolorze.Kiedy wreszcie natknelam sie na te nici zaraz wiedzialam jaka serwetka z nich powstanie.Bedzie dosyc duza ,ale mam nadzieje ,ze jak nabiore rozpedu to jeszcze tego lata bedzie goscic na moim stole.
Rozowa musi byc obowiazkowo.Ten delikatny roz idealnie pasuje do mojej odnowionej zima jadalni.
Wielki azurowy obrus mecze juz kilka miesiecy.Efekt juz powoli jakis widac.Kazdy element robie oddzielnie i na koncowym okregu lacze.Juz teraz widac ,ze obrus wart jest wysilku.Kiedy zaczynalam szydelkowac ten obrus nie wierzylam ,ze dotrwam do konca.Teraz juz w to wierze.
Ta serwete zaczelam robic pod urokiem jednej chwili.Przegladajac gazety wpadla mi w oko i tak juz zostala.Roboty przy niej bedzie strasznie duzo.Na razie robie raby sciegiem filetowym.srodek i narozniki wypelnione beda malutkimi kwiatkami osobno laczonymi.Na razie optymizm mnie nie opuszcza .nie wiem na jak dlugo.
A z tego bedzie zielona serweta.Jeszcze jej nie ma a juz ma swoje przeznaczenie.
Tym oto sposobem caly lipiec juz sobie pieknie zagospodarowalam.Na razie nie planuje zadnych wyjazdow wakacyjnych.Bede szydelkowac ,robic zaprawy i pozostawac pod urokiem lata.
Zycze wam pieknych i kolorowych wakacji.takich jak te moje szydelkowe koronki.
niedziela, 17 czerwca 2012
Bzowe winko.Bezowy tort cod -miod.Zafuksjowalo mnie calkowicie.Nowy haft -kolos cz2
Znowu zatesknilam za moim malym blogowym swiatem.Szybciutko wiec bedzie o tym co nowego. Dzieje sie jak zwykle troche,bo jakos nie potrafie usiasc w spokoju.Ciagle mnie nosi ,aby wyprobowac cos nowego.Spedzilam troszke wiecej czasu w kuchni i upieklam tort ,ktory meczyl mnie juz bardzo dlugo.Mam tu na mysli tort-dacquoise.-bezowy z daktylami i orzechami.Przepisow w internecie jest na niego bardzo wiele.Poszperalam i wybralam ten, ktory mi najbardziej przypadl do gustu.Okazalo sie ze dogodzilam mojej rodzinie idealnie.Ciasto zniknelo w pol godziny.
Najbardziej balam sie pieczenia bezy.Nigdy nie pieklam w domu i jakos wydawalo mi sie, ze jest to domena cukierni.Udalo sie i widze ,ze tort zagosci na stale w moim kulinarnym repertuarze
Bzowe winko ,o ktorym pisalam w poprzednim poscie juz jest gotowe.Biale wytrawne wino polaczone z sokiem, ktory puscily kwiaty czarnego bzu zasypane cukrem dalo wspanialy winny napoj na gorace letnie dni.Dzisiaj byla pierwsza degustacja .
Fuksje -to moja kwiatowa milosc .Hoduje je juz ladnych pare lat.Moja kolekcja z roku na rok sie rozrasta.Udaje mi sie je jakos gorzej lub lepiej przechowac .Wiosna jest troszke zachodu ,aby je doprowadzic do kwitnienia,ale nie odpuszczam.Co roku dokupuje tez male sadzonki ,ktore potem kwitna cale lato.Moze za kilka lat doczekam sie calego tarasu obsadzonego tylko tymi pieknymi kwiatami.Ponizej fotki tych, ktore juz kwitna.Mam jeszcze kilka doniczek ,ktore beda dopiero kwitly za kilka tygodni.
Tak jak juz wczesniej meldowalam,po Herbaciarce zaczelam nowy wielki obraz-portret.Na pewno potrwa to wiele miesiecy ,a moze i lat .na razie jestem jednak pelna optymizmu i ochoty do pracy.Malutki postepik jest ,i to mnie bardzo mobilizuje.
Zycze wszystki milego nowego tygodnia .Optymizmu .slonca i wspanialej pogody.
Najbardziej balam sie pieczenia bezy.Nigdy nie pieklam w domu i jakos wydawalo mi sie, ze jest to domena cukierni.Udalo sie i widze ,ze tort zagosci na stale w moim kulinarnym repertuarze
Bzowe winko ,o ktorym pisalam w poprzednim poscie juz jest gotowe.Biale wytrawne wino polaczone z sokiem, ktory puscily kwiaty czarnego bzu zasypane cukrem dalo wspanialy winny napoj na gorace letnie dni.Dzisiaj byla pierwsza degustacja .
Fuksje -to moja kwiatowa milosc .Hoduje je juz ladnych pare lat.Moja kolekcja z roku na rok sie rozrasta.Udaje mi sie je jakos gorzej lub lepiej przechowac .Wiosna jest troszke zachodu ,aby je doprowadzic do kwitnienia,ale nie odpuszczam.Co roku dokupuje tez male sadzonki ,ktore potem kwitna cale lato.Moze za kilka lat doczekam sie calego tarasu obsadzonego tylko tymi pieknymi kwiatami.Ponizej fotki tych, ktore juz kwitna.Mam jeszcze kilka doniczek ,ktore beda dopiero kwitly za kilka tygodni.
Tak jak juz wczesniej meldowalam,po Herbaciarce zaczelam nowy wielki obraz-portret.Na pewno potrwa to wiele miesiecy ,a moze i lat .na razie jestem jednak pelna optymizmu i ochoty do pracy.Malutki postepik jest ,i to mnie bardzo mobilizuje.
Zycze wszystki milego nowego tygodnia .Optymizmu .slonca i wspanialej pogody.
Etykiety:
Haftowane wyzwanie,
Kulinarnie,
Moj dom,
Moj ogrod
środa, 13 czerwca 2012
Stylowe wisiorki.Syropki i nalewki
Dawno temu wpadly mi w rece drewniane toczone kule roznych rozmiarow.Poswiecilam im troche czasu i ozdobilam technika decu..Powycinalam i ponaklejalam malutkie motywy glownie ornamenty i kwiaty.Dalam kilkanaccie warstw lakieru i kraka.
Kule polaczylam z drobnymi elementami bizuterii w stylu Bali.ku mojej wielkiej radosci wyszlo dokladnie to o czym mi sie marzylo.Sznureczki do zawieszenia dobralam pod kolor wisiorkow.
Tym sposobem sezon wiosenno letni otworzylam kolekcja bizuterii.Wydaje mi sie ,ze bedzie idealna do zwiewnych letnich kreacji.
Kolejne drewniane kule czekaja w kolejce.Teraz chyba kolej na kolczyki i bransoletki.
Mialam wielki dylemat jakie motywy wybrac.Dlatego troszke sie namnozylo tych wisiorkow.Lato przed nami wiec na pewno bede miala okazje je ponoscic.
Majowe pedy sosny przerobilam na pyszny i zdrowy syropek na kaszel i przyziebienie.z reszty sosnowych pedow robi sie nalewka.
W kolejnym sloiku to zasypane cukrem kwiaty dzikiego bzu.Za kilka dni doleje do nich bialego wina.Bedzie bzowe winko.Nigdy jeszcze nie probowalam czegos takiego ,ale osoby ktore pily mowia ze jest to przepyszny trunek.
Taka wielka begonie wyhodowalam na tarasie.Biedulka jednak nie wytrzymala ciezaru i w czasie deszczu sie zlamala.Szkoda ,bo teraz bedzie dlugo odrastala.W wazonie tworz teraz wieli bukiet
Tak pomalu dobieglam juz do konca postu.Jest jeszcze wiele nowych rzeczy ,ktore chce pokazac .Zostawie je jednak na nastepne dni.Dziekuje wszystkim za komentarze i mile odwiedziny.Pozdrawiam cieplutko i slonecznie.
piątek, 1 czerwca 2012
Skonczylam herbaciarke.Nowe duze haftowane wyzwanie cz1.Syropek z kwiatow czarnego bzu -juz czas
Wreszcie koniec dlugo oczekiwany.Dwa dni temu postawilam ostatni xxx na tym hafcie.Praca nad nim trwala ponad dwa lata.Przerwy male i wieksze i przestoje oczywiscie byly ,ale jakos sie udalo.Powiem szczerze ,ze dlubania przy nim bylo.Jest to jednak mily wysilek .Ciesze sie ze wytrzymalam i nie skapitulowalam.Tego rodzaju hafty wymagaja rzeczywiscie duzo cierpliwosci.Efekt jest dokladnie jak twierdza Ci ktorzy juz haftowali taki obrazy.Ja przekonalam sie o tym na wlasnej skorze.Teraz haft czeka pranie prasowanie i oprawa.Rame juz wybralam i za kilka dni bede mogla cieszyc sie nia juz w pelnej okazalosci.
Nie czekajac az mnie opusci euforia xxx zaraz zabralam sie za kolejne wielkie dzielo.Wybor byl bardzo ciezki.Jest kilka pieknych obrazow-haftow ktorymi jestem oczarowana.Tak na prawde nie bardzo wiedzialam na ktory sie zdecydowac.Padlo na portret kobiety w duzym kapeluszu.Haft jest ogromny400x489 xxx.Jest ponad dwa razy wiekszy od poprzedniegoLacznie kiolorow ma 177,a suma xx na calym hafcie 195600.Te liczby troche strasza,ale jednak postanowilam zmierzyc sie z tym kolosem.
Ponizej ulozylam caly wzor na dywanie.Jest ogramny -tylko 72 kartki wzoru.
To juz prawie ostatni dzwonek na zrobienie syropu z kwiatow dzikiego bzu.Robie go juz od trzech lat.Na letnie upaly jest super napojem z cytrynka i kostka lodu.Bije na glowe wszystkie gotowe syropy i koncentraty.
Pozdrawiam serdecznie i zycze milego popoludnia.
Etykiety:
Domowa galeria,
Haft krzyzykowy,
Haftowane wyzwanie,
Kulinarnie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































































